Ciekawa teza... Po tym wszystkim, co w minionym roku przeszłam i tych głupotach, jakie niestety popełniłam, wydawało mi się że Pan Bóg już mnie nie chce, i że nie mam prawa nazywać się Jego dzieckiem. Że drzwi do nieba są już zamknięte. Myśl tę podświadomie zepchnęłam w głąb pamięci, gdzieś bardzo głęboko... Właściwie to uświadomiłam to sobie dopiero przy odprawianiu pierwszego dnia Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym (28 sierpień br.).
Nie wiem skąd wyniosłam ten obraz Boga jako Tropiciela, bo moja rodzina nigdy nie była religijna, rodzice nie mówili mi o Bogu. Ale zawsze po spowiedzi odchodziłam z postanowieniem, że odtąd będzie OK, że już będę mieć wszystko pod kontrolą, że odtąd będę doskonała... Zawsze do spowiedzi szłam z lękiem, że znowu zawiodłam... I tak naprawdę dopiero teraz odkrywam Boga jako kogoś, kto jest bardzo blisko mnie, Boga, który jest Miłością...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz